Pada i pada… A my - do pracy. Gości w pensjonacie wprawdzie nieco mniej, ale zajęć nam nie brakuje. Tymczasem wody Dunajca wezbrały, nad górami snują się mgły, deszcz szumi miarowo. W taki czas fajnie jest posłuchać baśni, legend.

    Najsłynniejszą pienińską legendą związaną z Czerwonym Klasztorem jest opowieść o latającym mnichu – bracie Cyprianie.

    Oto legenda:

Jak głosi legenda, oprócz leczenia chorych braci, Cyprian troszczył się także o ranne ptaki i opatrywał ich złamane skrzydła. Zakonnik podziwiał ptasią umiejętność lotu i pewnego dnia sam zapragnął szybować nad górami. Zasiadł więc do studiowania mądrych ksiąg, aż w końcu zbudował skrzydła. Bał się jednak zrobić z nich użytek, bo przekonany był, że obrazi w ten sposób Boga. Stwórca obdarzył wszak możliwością latania ptaki, a nie ludzi. Pewnej nocy Cyprianowi przyśnił się jednak anioł, który zachęcił mnicha do lotu. Zakonnik nie wiedział, że pod anielską postacią skrył się sam diabeł i uległ namowom do złego. Pewnej nocy brat Cyprian założył swe skrzydła i pofrunął na nich aż na szczyt Trzech Koron. Latanie spodobało się mnichowi tak bardzo, że od tej pory, w tajemnicy przed pozostałymi braćmi, zaczął szybować nad Pieninami coraz częściej. W końcu doszło do tego, że okoliczni mieszkańcy, przerażeni tajemniczą postacią latającą nad ich głowami, zaczęli skarżyć się przeorowi. Wtedy Cyprian miał kolejny sen. Dwaj aniołowie, tym razem prawdziwi, ostrzegli w nim zakonnika przed diabelską pokusą, zakazali mu latania i nakazali spalić grzeszne skrzydła. Nieszczęsny zakonnik nie posłuchał jednak przestrogi. Wspiął się na Trzy Korony i wystartował na nich w kolejny lot. Wkrótce miało się okazać, że ostatni. Cyprian poszybował aż nad Tatry, lecz gdy przelatywał na Morskim Okiem w niepokornego brata uderzyła błyskawica, zamieniając go za karę w skałę. Tak powstał słynny tatrzański Mnich – szczyt, mający być przestrogą przed ludzką pychą i sprzeciwianiem się woli boskiej.